Na Marszałkowskiej.

Historia ta, jest tak naprawdę zwyczajna, o spotkaniu kilku osób.  Historia zwyczajna, choć ludzie zupełnie niezwyczajni…

O tym kim dla mnie, dla nas i dla naszej społeczności, dla naszej historii jest rodzina Kuszllów mogliście przeczytać w tym artykule – “Z wizytą u rodziny Kuszllów”). Niemniej jednak tutaj chciałbym nie tyle to powtórzyć co uzupełnić o nowe myśli.

Zapewne jest wiele więcej osób, które siostry Kuszell znają i dłużej i lepiej niż ja. Tak naprawdę miałem okazję spotkać się z Nimi tylko dwa razy. W żaden sposób nie uprawnia mnie to do tego aby powiedzieć, że znam siostry Kuszell. Nasze wzajemne relacje, mimo, że jak najbardziej nacechowane pozytywnymi emocjami, ograniczyły się w zasadzie do tych dwóch spotkań.

Jak więc opowiedzieć historię rodziny, choć znając ją osobiście, nie wiedząc o niej wiele? Bo tak naprawdę to nie będzie opowieść o rodzinie, czy biografia, to będzie wspomnienie o tym co było, co powoli przemija…

POCZĄTEK

Pierwszy raz o rodzinie Kuszllów usłyszałem kiedy byłem małym chłopcem. Wtedy właśnie pierwszy raz słuchałem opowieści mojego dziadka Adama o dziedzicu Kuszllu, o tym jakim był człowiekiem, jakim gospodarzem i jak to się stało, że historia nagle urywa się i majątek i dobra należące do dziedzica niejako przestają istnieć. Dla mnie to było jak mityczna opowieść, o wspaniałym człowieku, który kiedyś tutaj rządził. Czasy te wydawały mi się wtedy tak odległe, że samą opowieść przyjmowałem “na wiarę”, bo i dlaczego nie, przecież historię tą opowiedział mi mój dziadek, dlaczego miałby koloryzować. Oczywiście dziadek też dużo rzeczy usłyszał od innych, sam pojawiał się we dworze ale jako młody chłopiec jeśli pracował tam to tylko dorywczo. Wtedy również mimo, iż odwiedzałem miejscowy cmentarz w Przytocznie nie zwróciłem uwagi na nagrobki rodziny Kuszllów, tak więc moja wiedza o tej rodzinie była szczątkowa.

KUSZELL

Od początku zamysł był taki, że to będzie nasz główny temat, rodzina Kuszllów. Czy trzeba przypominać nadal dlaczego? Jeśli ktoś nie wie, a chciałby wiedzieć, w innych artykułach znajdzie odpowiedź.

Historię naszego pierwszego spotkania – w 2010 roku – już opisywałem (link powyżej). Teraz z perspektywy czasu mogę tylko snuć wyobrażenia, przywoływać wspomnienia o tej wizycie, myśleć co można było jeszcze powiedzieć, o co zapytać, może zrobić więcej zdjęć. Jednak to już się nie wydarzy, czas kiedy ta wizyta była, już dawno przeminął i nie powróci. Zdjęcie, które widzicie poniżej to być może ostatnie zdjęcie, na którym siostry Kuszell są razem. Ja dzisiaj wiem, że to zdjęcie powstało dzięki Nam. To zdjęcie i to co tu piszę zostanie jako ślad, że nasze wspólne spotkanie miało miejsce. Tyle i aż tyle.

Dnia 29 maja 2017r. zmarła Katarzyna Kuszell – najmłodsza z sióstr.

9 czerwca w Kościele pw. św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach została odprawiona msza św. pogrzebowa.

Siedząc w kościele, jeszcze przed rozpoczęciem nabożeństwa myślami wracałem do naszego pierwszego spotkania. Emocje jakie nam (razem z Marcinem) towarzyszyły przekraczając próg mieszkania pani Katarzyny i Heleny (mieszkały razem) trudno mi nawet opisać. Myślę, wierzę, chociaż nie, mam pewność, że takie same emocje i chwile refleksji towarzyszyły wtedy właśnie wszystkim siostrom Kuszell. Nagle, w zasadzie bez zapowiedzi, odłożona gdzieś na daleką półkę historia ich młodości wraca do nich w postaci nas dwóch, zafascynowanych losami rodziny Kuszllów mieszkańców Przytoczna. Jak wiele by nie pisać i mówić, nie sposób w pełni oddać tych chwil.

Fot. Siedzą od lewej: Janina, Barbara, Katarzyna, Jadwiga, Helena.

Nagle spojrzenie na urnę z prochami śp. Katarzyny przypomina mi, że nie będzie już takiego spotkania, że takie zdjęcie nie powstanie…

Nie wszyscy wierzą w symbolikę pewnych zachować czy gestów jednak moją uwagę zwrócił fakt, iż kwiaty, które przyniosłem zostały położone obok urny z prochami, a później gdy ów urna spoczęła na płycie nagrobnej znowu kwiaty były obok. Może to zbieg okoliczności, może coś więcej…

Poniżej kilka zdjęć, które udało mi się zrobić.

Pani Janina Kuszell, jako jedyna siostra wzięła udział w nabożeństwie.

Kiedy składaliśmy kondolencje na ręce jedynej obecnej na pogrzebie siostry w myślach powtarzałem sobie – czy aby pani Janina mnie pamięta…?

…przedstawiłem się, powiedziałem , że jestem z Przytoczna, że kilka lat temu spotkaliśmy się (ja i Marcin) z wszystkimi siostrami Kuszell, czy w ogóle pamięta to spotkanie…?

…Pani Janina spojrzała na mnie – jej oczy, nie były pełne łez, raczej wesołe jak mniemam z powodu, że ktoś z tak dalekiego Przytoczna pamiętał i przyjechał – i  nie zapomnę tej chwili, mimo iż trwała ledwie sekund kilka – odpowiedziała:

– Na Marszałkowskiej!- powiedziała, a zabrzmiało to jakby chciała dokończyć moje pytanie, z takim przekonaniem i radością jakby ta wizyta była ledwie wczoraj…

Pomyślałem sobie, jednak pamiętała naszą wizytę, pamiętała nas. Warto było wtedy tam być, trzeba było teraz tutaj być. Nie tyle dla historii, ile po prostu dla drugiej osoby.

 

Dziękuję pani Marysi za wspólną podróż.

Myślę, że godnie reprezentowaliśmy Przytoczno na mszy pogrzebowej za duszę śp. Katarzyny Kuszell.

Please follow and like us:

Zobacz również

Komentarze

  • jerzybg napisał(a):

    O rodzinie Kuszllów z Przytoczna, w gminie Jeziorzany (dawniej Łysobyki)
    mogą Państwo posłuchać w radiu RDC w (już archiwalnej) audycji Piotra Łosia “Rody i Rodziny Mazowsza”.

    Link do audycji:
    http://www.rdc.pl/podcast/rody-i-rodziny-mazowsza-kuszllowie-z-przytoczna/

  • Grażyna Maria napisał(a):

    Z wielkim zaciekawieniem przeczytałam twoje artykuły Mariuszu i jestem pełna uznania dla ciebie za znakomitą pracę jaką wykonałeś .Dodatkowo zasługujesz na pochwałę,ponieważ rzadko zdarza się aby ludzie młodzi interesowali się przeszłością. Ja sama dziejami mojej rodziny zajęłam się dopiero na emeryturze. Ile to straconego czasu i możliwości dowiedzenia się ciekawych informacji. Szczerze namawiam młodych ludzi do prowadzenia rozmów z rodzicami , dziadkami i innymi osobami , dotyczących dziejów rodziny czy rodzinnej miejscowości. Otóż z rodziną Kuszllów związana jest historia mojej mamy ,która urodziła się we wsi Krępa. Moja mama Helena Wawerek była pierwszą nauczycielką dzieci Kazimierza i Marii Kuszllów w latach 1935/ 36 . Po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w Chełmie była na tzw. kondycji we dworze .Ponieważ seminarium ukończyła dzięki stypendium z Sejmiku potem musiała jakby to odrobić. Z opowiadań mamy znałam wszystkich członków rodziny z imienia. Często opowiadała o tamtych czasach ,wspominała je bardzo dobrze. Mówiła serdecznie i ciepło o właścicielach ,zawsze pomocnych biednym ludziom z okolicznych wiosek. Podobnie jak rodzina Kuszlów nasza rodzina znalazła się po wojnie w Warszawie. Chcę dodać ,że właśnie w Warszawie mama spotkała się z członkami rodziny jedyny raz podczas uroczystości pogrzebowej pani Marii w 1986 r w kościele na Powązkach- o pogrzebie dowiedziała się z nekrologu w gazecie. Tak właśnie losy ludzi splatają się ze sobą. Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje za to co robisz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.